Zwyczaje i obrzędy - Boże Narodzenie po Łowicku…

Łowicz kojarzy nam się z wielobarwnym strojem, kolorową wycinanką, niezwykłą procesją Bożego Ciała © lowicz.info Zwyczaje i obrzędy - Boże Narodzenie po Łowicku…

Łowicz kojarzy nam się z wielobarwnym strojem, kolorową wycinanką, niezwykłą procesją Bożego Ciała © lowicz.info
Aktualnie jesteś:  lowicz.info Łowicz Zwyczaje i obrzędy

Zwyczaje i obrzędy

Boże Narodzenie po Łowicku…

Łowicz kojarzy nam się z wielobarwnym strojem, kolorową wycinanką, niezwykłą procesją Bożego Ciała. To wszystko składa się na nasze dziedzictwo kulturowe, które przekazywane jest z pokolenia na pokolenie. Nie wielu jest jednak, którzy znają Łowicz z tej drugiej strony, a więc z dawnych łowickich zwyczajów i dorocznych obrzędów, które należy zachować dla potomnych.

Do jedynych i wyjątkowych w swoim rodzaju należą zimowe zwyczaje i obrzędy, które obejmują okres od początku grudnia do „ostatków” czyli mniej więcej do końca lutego. Najliczniejsze, najbardziej różnorodne i wymowne są obrzędy związane ze świętami Bożego Narodzenia. Jak dobrze wiemy Boże Narodzenie przypada w okresie zimowego przesilenia dnia z nocą i jest na ziemi łowickiej – dawnego Księstwa Łowickiego szczególnie uroczyście obchodzone.

Cały cykl obrzędowy rozpoczyna się od Wigilii (24 grudnia), a kończy w dzień Trzech Króli (6 stycznia). Łowicka obrzędowość przyjęła wiele z wierzeń świata klasycznego i poddała się potężnemu wpływowi wierzeń chrześcijańskich. Wierzono, że podczas tych wyjątkowych świąt kończy się stary rok, a zaczyna nowy – rok nieznany, niepewny. Należało dobrze się do tej chwili przygotować, tak by był to rok dobry, pomyślny, szczodry.

Przygotowywania trwały już od Wigilii, w Boże Narodzenie, świętego Szczepana. Wykonywane praktyki i zabiegi miały na celu zapewnienie ciągłości wegetacji i dobrego urodzaju. Dlatego też stosowano różnorodne czynności jak np. obsypywanie ziarnem, święcenie wodą święconą, składanie życzeń, pisanie odpowiednich znaków w domu itp.

Charakter świętom nadawały również różne wróżby i przepowiednie. Od pierwszego dnia świąt praktykowano wróżby pogody na nadchodzący nowy rok, (każdy dzień do Trzech Króli to dwanaście miesięcy) długości życia, czy nawet wróżby matrymonialne gdyż był to okres szczególnego oddziaływania sił nadprzyrodzonych.

Wigilia Bożego Narodzenia w łowickiej tradycji – 24 grudnia

Jest to najważniejszy j najbardziej uroczysty dzień w roku. Na świat przychodził Jezus Chrystus Zbawiciel Świata, który miał go zmienić na lepszy. To wydarzenie odczuwali nie tylko ludzie, ale i cała przyroda. Dzień nadzwyczajny, który wyśmienicie nadawał się do wróżb. Wierzono, że ma wpływ na przyszłość człowieka, rodziny, gospodarstwa. „Jaka wigilia, taki cały rok” – mawiano. Z zachowania domowników wróżono, jacy będą w przyszłym roku.

Piękno świąt Bożego Narodzenia na ziemi łowickiej ukazał w swojej powieści „Chłopi” Władysław Reymont. Warto o tym pamiętać, bo wiele z tych zwyczajów nie kultywuje się.

Dzień wigilijny upływał głównie na przygotowywaniu przez gospodynie wieczerzy i odpowiednim przybraniem izby. Wykonane w ciągu roku na tę okazję wycinanki, bukiety kwiatów i pająki kończono umieszczać na ścianach i belkach stropowych u sufitu oraz na ołtarzyku. Gospodarz przynosił z lasu gałęzie jałowca lub sosny (rzadziej świerku) i umieszczał je na stole – ołtarzyku lub wieszał u sufitu nad stołem, ozdabiając je łańcuchami zrobionymi z kolorowego papieru i cukierkami.

Gałęzie jako symbol życia należało trzymać w domu aż do Trzech Króli, a następnie spalić, ale nie wyrzucać ponieważ w święta nabierały sakramentalnego charakteru. Na stole wigilijnym rozścielano siano, które nakrywano białym obrusem. W późnym okresie zawiązywano je w szmatkę i supłem kładziono na obrusie. Na siano układano opłatki. Obowiązkowo w kącie izby lub pod stołem umieszczano snopek słomy, a w niektórych wsiach garść niewymłóconego żyta.

Siano i słomę przynoszono do domu na pamiątkę narodzin Jezusa. Gdy pojawiała się pierwsza gwiazda zasiadano do wigilijnej wieczerzy. Uczta wigilijna miała wszystkich łączyć. Pamiętano więc o nieobecnych, jak i o zmarłych niedawno członkach rodziny. Wspominano ich, a przy stole zawsze zostawało jedno wolne miejsce.

Wierzono, że duch zmarłej osoby uczestniczy w wieczerzy wigilijnej. W niektórych wsiach obowiązywał zasada, a w właściwie zwyczaj zaproszenia do wspólnego stołu kogoś na wieczerzę lub osobę, z którą gniewano się. Należało się z nią wtedy pogodzić. Tak bywało np.: w Bednarach. Tradycyjnie jak i we wszystkich polskich domach wieczerzę zaczynano od łamania się opłatkiem. Najczęściej rozpoczynał gospodarz – głowa rodziny, a gdy jego nie było gospodyni – matka brała opłatek i dzieliła się kolejno od najstarszych poczynając.

Wypowiadano przy tym życzenia: „abyśmy wszyscy szczęśliwie doczekali drugiej wigilii i wszystkim dobrze się wiodło”. Następnie wspominano zmarłych członków rodziny mówiąc: „byli, a już ich nie ma pośród nas”. Dlatego tez początek uroczystej kolacji był nader poważny i smutny. Przygotowywana wieczerza musiała być zawsze postna, a potraw musiało być na niej i nie do pary, a najlepiej dziewięć.

Po podzieleniu się opłatkiem podawano wpierw śledzie z kartoflami lub chlebem, następnie kapustę z grochem lub grzybami i olejem oraz kluski „kłosy”. Były to kluski tulane, a ich długość dochodziła do kilkunastu centymetrów. Dalej przynoszono kompot z suszonych owoców (gotowany z jabłek, śliwek, gruszek), pączki smażone na oleju i herbatę. W zamożniejszych gospodarstwach bywał podawany barszcz czerwony, pierogi z serem, i ryż na gęsto. Smażona ryba należała do wyjątków i pojawiała się tylko w tych wsiach gdzie był staw czy rzeka.

Po spożyciu wieczerzy gospodarze zanosili bydłu kolorowe opłatki – różowe, zielone, niebieskie, wkładając je w przekrojone na pół ziemniaki, wierząc, że uchroni to bydło od chorób, zarazy i nieszczęść. Powszechnie mówiono, że zwierzęta w ten jedyny wieczór w roku o północy mówią ludzkim głosem. W niektórych wsiach opłatek podawano również, owcom, koniom, kurom i nie w wigilię, ale w Boże Narodzenie lub św. Szczepana, a nawet w Nowy Rok.

Resztę wieczoru spędzano w domu, śpiewając kolędy, a następnie starsza młodzież i dorośli szli na uroczystą pasterkę do kościoła.

Zwyczaje i obrzędy Wigilijne.

Do zwyczajów i obyczajów wigilijnych przywiązywano niezwykłą wagę.
Pierwszą i ważną wróżbą stanowiło wierzenie kto pierwszy przestąpi próg domu. W większości wsi uważano, że jeżeli dom nawiedzi pierwsza kobieta będzie to zapowiedź powodzenia przez cały rok, a zacielone krowy urodzą cielaczki, a jeśli pierwszy przybędzie mężczyzna to zapowiedź klęsk i niepowodzeń, a krowy urodzą byczka.

Rano należało wcześnie wstać i umyć się w rzece, aby być zdrowym i ładnym. Jeżeli w pobliżu nie było rzeki to kąpiel odbywała się przy studni w wodzie nalanej do koryta. Przez cały dzień trzeba było być pogodnym, uśmiechniętym, uprzejmym, nie kłócić, nie gniewać, dobrze pracować przy przygotowaniach wieczerzy wigilijnej.

Przepowiednia długiego życia zależała od tego kto jakiej wielkości wyciągnął źdźbło siana spod obrusa w czasie wigilijnej wieczerzy. Oczywiście nie mogło zabraknąć wróżb dla młodych panien, związanych z zamążpójściem. W ciągu dnia dziewczęta wróżyły sobie z liczby przyniesionych drewek na opał. Liczba parzysta oznaczała rychłe wyjście za mąż. Przyszły mąż czy swaty miały nadejść z tej strony, w którą upadło upuszczone niechcący drewko lub w którą stronę zwróciła się spalona zapałka. Wieczorem zaś dziewczęta uważały, z której strony zaszczeka pies i z której odpowie echo na wołanie – „Hop, hop gdzie jest mój chłop”.

Przed pójściem spać dziewczęta kładły pod poduszkę kwiatek, różaniec oraz kartki z imionami męskimi. Rano, po obudzeniu się wkładały rękę pod poduszkę, wyciągając pierwszy napotkany przedmiot. Jeśli wyciągnęły kwiatek to oznaczało to szybkie zamążpójście, różaniec staropanieństwo, a kartka imię przyszłego męża.

Wiele wróżb odnosiło się również do nowych urodzajów: niebo gwiaździste było zapowiedzią „nieśnego roku” czyli kury będą znosić dużo jaj, niebo pochmurne to mleczny rok czyli krowy będą dawać dużo mleka, sadź na drzewach to urodzaj w sadach, zaś wykruszone ziarenka z siana położonego na stole to dobry urodzaj w polu. Taką samą rolę spełniał snopek słomy przyniesiony na wigilię do izby oraz kluski „kłosy” podane do wieczerzy. Im dłuższe tym większe kłosy u zbóż np. u pszenicy.

Urodzaj w sadach zapowiadały tez zawiązywane opaski ze snopka słomy z izby na pniach drzew przez gospodarza. Wypowiadano przy tym: „winszuję ci drzewo na jutrznię wstać, bo się Chrystus narodził”. Opaski zawiązywane były albo zaraz po wieczerzy wigilijnej lub po północy. Z przepowiedniami łączy się także wróżby pogody. Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli przepowiadano pogodę poprzez kolejnych dwanaście dni, tyle ile rok ma miesięcy. Oznaczało to jak będzie pogoda w przyszłym roku.

Przysłowia:

* Jakiś w Wigilię, takiś cały rok
* Adam i Ewa pokazują, jaki styczeń i luty po nich następują.
* W dzień Adam i Ewy daruj bliźniemu gniewy.
* Boże narodzenie po wodzie, Wielkanoc po lodzie.
* Na Boże Narodzenie weseli się wszystko stworzenie
* Narodził się Syn Boży: co rok, to gorzej.
* Zielone Boże Narodzenie, biała Wielkanoc.

Boże Narodzenie – 25 grudnia

To bardzo uroczyste i rodzinne święto. Uważano, iż należy je spędzać w domu, nie odwiedzać nikogo i nie przyjmując nikogo u siebie. Kolędnicy tego dnia również nie chodzili. Po porannej mszy bądź po sumie z przyniesioną tego dnia wodą święconą gospodarz święcił dom, wszystkich domowników, obejście gospodarskie i sad.

Resztę wody wlewano do studni „żeby w wodzie robaków nie było”. Powyższy zbieg miał uchronić wszystkich domowników od nieszczęść i sprowadzić błogosławieństwo. W niektórych wsiach wypowiadano przy tym słowa: ”Niech wszystkie szatany wyjdą z domu, a niech zostanie samo dobro”.


Święty Szczepan – 26 grudnia – II dzień Świąt Bożego Narodzenia.


Po dwóch dniach rodzinnego świętowania następował dzień Świętego Szczepana, dzień bardzo wesoły obfitujący w wiele zwyczajów. To właśnie wtedy kolędnicy rozpoczynali swoje wędrówki po wsi. Na wsiach panował zwyczaj przynoszenia do Kościoła owsa, który poświęcał ksiądz. Po nabożeństwie ziarnem obsypywano się wzajemnie, ciskając również i w księdza, ale bardziej obsypywano dziewczęta. Zwyczaj ten czyniono na pamiątkę ukamienowania świętego Szczepana.

W według podań ludowych był to środek magiczny, mający zapewnić pomyślność, bogactwo, urodę i powodzenie. W niektórych wsiach oprócz owsa przynoszono również groch. Cześć poświęconego owsa gospodarze podawali koniom i kurom „na szczęście i żeby nie chorowały” a resztę zachowywano do wiosennych siewów.

W niektórych parafiach uważano do święcenia owsa nie wolno było pożyczać i odwrotnie poświęconego. Były też parafie, w których gospodarz wracając z poświęconym owsem szedł prosto na pole i nie oglądając się za siebie i w żadną stronę, co kilka kroków rzucał na ziemię parę ziarnek owsa i mówił: ”uciekaj podły czorcie z ostem, bo święty Szczepan idzie z owsem” – maiło to zapewnić urodzaj bez chwastów. Tego dnia we wszystkich wsiach godzono parobków.

Jeśli zdarzyło się, że gospodarz umówił sobie parobka już przed świętami to w św. Szczepana przyprowadzał go, a nawet przywoził do domu swojego. Parobcy byli tego dnia najważniejsi we wsi, nie pracowali, mogli szeroko chodzić drogą. Gospodarze ustępowali im z drogi. Na pracę w nowym roku otrzymywali zadatek. Miejscem umów był dom rodzinny parobka lub gospodarza, który potrzebował parobka do pracy. Po południu we wsi była „muzyka”, na której przede wszystkim bawili się parobcy.

Oni tez godzili muzykantów i ponosili koszty z tym związane. Gospodynie również w tym dniu godziły dziewki. W celu wypróbowania charakteru przyszłej pracownicy, gospodyni przed jej przyjściem kładła na progu miotłę, jeśli dziewczyna podniosła ją to oznaczało, że w pracy będzie porządna i czysta, a przede wszystkim nie leniwa. Natomiast gospodarz kładł w progu stajni snopek słomy, jeżeli parobek podniósł go to świadczyło to o nim dobrze. Chętnie takich parobków przyjmowano.


źródło: www.um.lowicz.pl 

 
opony  netBOX - Systemy internetowe